;
Bez tytułu Komentarze (0)
06. grudnia 2009 12:45:00

Ostatni wpis dodalam rok temu. 6 grudnia. Dzis mija 3 lata odkad dalam P. małe, czerwone serduszko, z tych ktore rozgrzewaja sie mocno jak złamie sie blaszke wewnatrz nich. Wtedy rozpoczal sie zwiazek trwajacy 2 lata. Skonczyl sie w listopadzie, pociagajac ze soba kolejnych 6mcy permanentnego doła.

Rok temu napisalam ze oddalabym wszystko zeby to moglo wrocic. Nie musialam oddawac wszystkiego, wrocilo samo, wlasnie wtedy kiedy juz wszystko ulozylam sobie od nowa, kiedy naprawilam sama siebie. Mimo ze nie chcialam, ze watpilam w to, dalam mu szanse. Tak wiele obiecywal, tak wiele chcial zmienic. I wiem ze bylo to szczere. Przez kolejne 6mcy. Ale czas i odleglosc znow zrobily swoje. Tym razem ja powiedzialam dosc.

Zrobiłam wielkie koło. Błedne koło. Minal rok czasu a ja jestem w tym samym miejscu. Chyba najsmutniejsze jest to, ze dajac mu szanse odebralam ja komus innemu. Byc moze stracilam cos co moglo byc naprawde dobre dla mnie. Moge mie zal tylko do siebie. Cóż..

 

vivalavida : :

... Komentarze (1)
06. grudnia 2008 01:13:00

"I met someone. It was an accident.
I wasn't looking for it. I wasn't on the make.
It was a perfect storm. He said one thing. I said another.
Next thing I knew, I wanted to spend the rest of my life in the middle of that conversation.
now there's this feeling in my gut.
He might be the one..."

Tak bylo. Dokladnie 2 lata temu, w najpiekniejszej jak dotad chwili mojego zycia. I wiem, ze nie moze wrocic. I ze nie wroci. Ale przysiegam, oddalabym wszystko zeby tylko mogło..

vivalavida : :

Z Kurami w tle Komentarze (1)
29. listopada 2008 17:21:00

Brazylijski serial już nie cieszy jak kiedyś
Nawet seks jest banalny i nie kręci mnie
Może jestem nienormalny...  

i tu konczy sie cytat, poniewaz w wojsku nie bylam, dalsze przytaczanie Kur nie ma wiekszego sensu ;)


Nie potrafie wziasc sie w garsc i zebrac do kupy. Przyszly tydzien zapowiada sie pasjonujaco - poniedzialkowe kolo z anatomii, srodowe z fizjologii,DPMu i chemii anal [-itycznej] i czwartkowe seminarium z f.fiz. ktore mam poprowadzic w polowie. Zabij mnie ale - po prostu nie daje sobie rady. Jedyne na co mam siłe i ochote to niewstawanie z łóżka. I lezenie pod kołdrą. I jak mam ochote na aktywnosc fizyczna to wyciagam reke na minimalna odleglosc ktora pozwala na pisanie na klawiaturze. Wtedy to do utraty sił i tchu buszuje po wykopie, bashu, onecie, film.onecie, broszce, blogach i - o zgrozo - pudelku. I ide spac od nowa. 

 Naprawde dopadla mnie jakas cholerna jesienna depresja. I jakos nagle nie wydaje mi sie ze to wymysł ludzi, ktorzy czerpia przyjemnosc z uzalania sie nad soba. Taka samotna sie czuje. 2 lata bylam w zwiazku w ktorym moze nie zawsze bylam zajebiscie szczesliwa. Ale jakos tak, było mi dobrze...czułam ze jest tam ten ktoś kto bedzie zawsze. Mimo, ze odbiegał od ideału. Ze nie zawsze sluchał, nie zawsze sie interesował, ale był. A teraz - zawsze mineło i nie ma juz nic. Codziennie przed zasnieciem tak sobie marze. Ze znajde kiedys swojego superideała, ze bedzie on taki i taki, ze bedzie mowil to i to, lubil to i to i ze bede dla niego najwazniejsza osoba na caaaaaaaaalym swiecie. I zasypiam z mysla, ze rozstanie bylo dobrym krokiem, bo przeciez On tak odbiegał od tego ideału, ktory sobie wymarzyłam, ze byl taki a nie taki, ze mowil to a nie to, lubil to a nie tamto i wcale nie bylam dla niego najwazniejsza osoba na caaaaaaaaalym swiecie. Ale wystarczy ze pomysle o tych dniach kiedy wszystko bylo wlasnie TAKIE. Takie jakiego nawet nie moglam sobie wymarzyc przed zasnieciem. Wtedy znowu chce zasnac i obudzic sie nastepnego dnia.

Takie to moje zycie jest. Od kilku dobrych lat zawsze jest cos co nie pozwala sie nim cieszyc. Tym razem rozwod rodzicow. I "wojna na noże" pomiedzy nimi. Szczerze, wolalabym nigdy nie wyjsc za maz niz po prawie 30 latach malzenstwa pałac do tej drugiej osoby taka nenawiscia.

W tym momencie ciesze sie ze mam bloga bo przynajmniej mam gdzie to wszystko z siebie wyrzucic. Bo komu to juz chyba nie mam za bardzo.

 

 

 

vivalavida : :

No i.. no i zostawił mnie.

Ciagle jest mała nadzieja, ze jeszcze wszystko bedzie dobrze, ze jeszcze sie poukłada, ze jeszcze bedziemy razem. Ale gdzies tam głęboko we mnie siedzi myśl, ze dobrze sie stało, bo nie był tym czego szukałam. nawet nie wiem czy moge z czystym sumieniem powiedziec ze bylam naprawde szczesliwa. To byl chory zwiazek z zaanagozaniem tylko moim. Mówią, że znajde sobie kogos lepszego, że zasługuje... moze. Tylko dlaczego w takim razie mimo, że zdaje sobie sprawe z tego, nie potrafie, nie potrafie dac sobie z tym spokoju...?

vivalavida : :

run just as fast as you can Komentarze (0)
09. października 2008 23:55:00

Wiem, mialam nie smecic. Ach móżdżku. Ale jak nie smecic kiedy wszystko wali sie od gory do dolu, kiedy nic nie wychodzi i kiedy nie masz nikogo przy sobie kto moglby podtrzymac choc jedna walaca sie sciane albo chociaz odepchnac Cie gdy ta sciana bedzie sie na Ciebie walic.

Moglam studiowac cos przyjemniejszego. Cos na ASP na przyklad. Mówia mi czasem ze bym sie nadawała. Ale trudno, klamka zapadla, rok minął, trzeba stawic czoła tej cholernej farmacji. Ahoj przygodo. Jeszcze tylko 3 lata [tego nie licze bo łudze sie ze "ani sie nie ogladne a juz bedzie za mna"]

Zwiazki na odleglosc chyba naprawde nie sa dobra sprawa. I juz druga osoba oprocz Niego mowi mi ze traktuje to zbyt powaznie. Ta druga osobą o dziwo jestem ja sama. Ale jak po dwoch latach nie traktowac powaznie? Moze spartanskie wychowanie spowodowalo, ze nie interesowaly mnie nigdy przelotne zwiazki. Ze zawsze chcialam czegos wiecej. Ach. I och. Moze TO to jednak nie to.. sama wmawiam sobie teraz to co od Niego uslyszalam. Dobra, koniec.

vivalavida : :






Archiwum


pacia89 | brunetka17 | maciek17 | miodzio-jest | kochana-satanka-1 | Mailing